Czy każdy z Was zna efekt motyli w brzuchu? Z pewnością tak. Trema jest niezwykle bliskim uczuciem każdemu człowiekowi. Jedni z nas są bardziej odważni i zawsze zajmują pierwsze miejsce w szeregu, drudzy wybierają ostatnią linię, ale jedno jest pewne - każdy z nas wie co to jest stres związany z prezentacją przed drugą stroną.

Czasem niepozorna, lecz ważna dla nas rzecz potrafi wywołać w naszych głowach i sercach istną burzę. Potrafimy odczuwać tremę przed spotkaniem o pracę, randką, czy drobnym wystąpieniem publicznym. Wiemy wtedy, że każdy nasz gest, każde słowo i ruch jest pod uważną lupą obserwatorów, nie zawsze przychylnie do nas nastawionych. Czy kiedykolwiek, ktokolwiek z Was zastanawiał się co musi czuć cheerleaderka przed pokazem takim jak na Stadionie Narodowym czy na stadionie Legii Warszawa, na których to trybunach siedzą dziesiątki tysięcy oglądających i oceniających?

Oglądający…. - ktoś może pomyśleć - na takim stadionie są daleko. Przypomnieć sobie należy wtedy o jeszcze bardziej uważnych obserwatorach: fotografach, dziennikarzach czy filmowcach z kamerą w ręku. O tych tysiącach, które będą oglądały później relacje, zdjęcia czy telewizję nie wspomnę…:)


Czy już czytając o tym nie macie ciar w brzuchu? :) Ja pisząc, mam. Pewnie dlatego, że te emocje cały czas bardzo silnie we mnie jeszcze są.  Ale zanim opowiem Wam jak to dokładnie jest, już na wstępie powiem, że to wybuchowy mix: adrenaliny, ekscytacji i radości.

Wielka radość i niemożność doczekania się pokazu to jedno..Motyle, stresik w brzuchu to drugie..Ciekawi jesteście co wtedy mi pomaga? Dobre nastawienie, uśmiech, ale chyba najbardziej poczucie jedności z moją ukochaną drużyną. Wiem, że wychodząc na boisko, wszystkie gramy do jednej bramki. Wiem, że zawsze możemy na siebie liczyć. Wiem też, że nie tylko ja odczuwam te emocje i je współdzielę. Wiem, że rozumiemy się bez słów. Podnoszę wtedy głowę do góry i czuje natychmiastowy przypływ energii i ….pewności siebie. Pewności siebie zdobywanej w drużynie przez lata. Każdy nasz pokaz to cegiełka, budująca mocne fundamenty odwagi, przebojowości i poczucia siły.

Pamiętam jak zaczynałam tańczyć w HASAO, te 17 lat temu...Miałam 12 lat i dowodziłam kilkunastoosobową grupą starszych od siebie koleżanek.

 

    

(fot. Janusz Partyka/ Legia.com)                                                                                                      (fot. Adam Polak/ Archiwum Legii)                               (fot. Adam Polak/ Archiwum Legii)

Kłamstwem będzie jeśli powiem, że chowałam się po kątach. Oczywiście nie. Jak byłam mała, Mama zawsze szukała mnie na scenach. Zawsze tańczyłam i wiedziałam, że będę tańczyć.

   

Nie miałam jednak odwagi przemawiać publicznie, prowadzić animacji do mikrofonu dla tysięcy osób czy dowodzić liczną drużyną. I tak jak na scenie tej odwagi było zawsze więcej, tak w życiu poza sceną nie do końca. Musiało minąć trochę czasu, zanim siła zdobyta podczas pokazów przełożyła się na moje życie codzienne.

         

Pamiętam jak przed maturą ustną z polskiego nie przespałam z nerwów nocy. Mimo, że język polski w liceum to mój konik. Przed egzaminem, przypomniałam sobie, że przecież już wiele lat temu zatańczyłam na Stadionie Narodowym w Chorzowie dla 50 000 widzów, to dlaczego miałabym nie dać rady tutaj przed małą komisją? Przecież wiem co mówię, wiem, że wiem. Wiem, że dam radę!

Pamiętam, że to samo poczułam na castingu do programu na współprowadzącą reality show na TVP 2. Zależało mi na dobrym wrażeniu, a to oczywiście potęguje tremę. Przypomniałam sobie wszystkie niezliczone pokazy, sytuacje nadprogramowe i często ekstremalne. Pomyślałam: dałam radę wtedy, dam radę i teraz. Dałam radę - całe szczęście. :) Szcześliwie dwie edycje programu odbyły się z moim współudziałem.

  


Ta pewnośc siebie, płynąca z przynależności do Cheer Angels, to nie tylko pokazy i występy publiczne. To też walka ze swoimi słabościami - czyli kompleksami. Oczywiście, że miałam i mam ich wiele. Natomiast w naszej dziewczyńskiej drużynie bardzo się wspieramy.

 

  

                                                                                                                                                                                  ( fot. Damian Kujawa / Warszawska Legia na zdjęciach)

Doceniamy się nawzajem, motywujemy, doceniamy swoje wzajemne piękno, dajemy sobie energetycznego boosta. Dzięki pokazom, wspólnym treningom pracujemy nad samoakceptacją, wyrzucając z głowy niepotrzebne zawracające nam głowę (dosłownie!) myśli.

        

(fot. Mateusz Czarnecki)                                                       (fot. Janusz Partyka/ Legia.com)

Oczywiście to nie jest zakończony proces. Każdego dnia zdobywamy pewność siebie i odwagę. Każdy pokaz potrafi nas czymś zaskoczyć i sprawić, że znajdziemy się w tej mniej “komfortowej strefie”. Jednak ta mniej komfortowa strefa jest dla nas bardzo twórcza i budująca. Sprawia, że jesteśmy silniejsze.

   

(fot. Mateusz Czarnecki/Sportowe fakty)                                                      (fot. Damian Kujawa/ Warszawska LEgia na zdjęciach)                     (fot. Damian Kujawa/ Warszawska LEgia na zdjęciach)

Teraz, gdy współprowadzę Akademię, niezwykle się cieszę, że dzięki niej dziewczynki już od 4 roku życia mają szansę trafienia na nasze zajęcia. Mogą zobaczyć czym jest cheerleading i już od najmłodszych lat zdobywać szczyty, występując i oswajając się z tremą. Założeniem każdej naszej grupy wiekowej i lokalizacji, jest co najmniej jeden pokaz przed szerszą publicznością, w semestrze szkoleniowym. Jest to nasz wymóg. Dlaczego?

 

          

     

Po pierwsze motywacja, po drugie satysfakcja z pokazu, po trzecie - obycie. To obycie, które pozwoli Dziewczętom nauczyć się pewności siebie i samoakceptacji. A im wcześniej się to zadzieje, tym lepiej dla nich samych i dla Rodziców.
Nasze Aniołki wiedzą o tym najlepiej. Dziewczęta z grupy pokazowej, w miniony weekend wystąpiły z nami podczas meczu na Łazienkowskiej 3, Legia Warszawa - Górnik Zabrze.
Większość z nich ma 10 lat. Na stadionie było około 30 000 widzów. Co powiedziały po meczu? “Kiedy będzie kolejny?!”. To tłumaczy chyba wszystko… :)

  

(fot. Janusz Partyka /Legia.com)                                                                                                                                (fot.Mateusz Czarnecki)                                                                                                                  

Jako puentę tego luźnego wpisu, zacytuję wiadomość, którą dostałam jakiś czas temu od Mamy naszej małej cheerleaderki (mam nadzieję, że mi to wybaczy.)

“Dzięki treningom nabrała takiej pewności siebie, że wygrała casting do reklamy”.

     
 

Dlatego dziewczyny! Przełamujmy bariery, wychodźmy z naszej strefy komfortu, zwalczajmy tremę, bądźmy #SUPERGIRLS! <3


PS - Kochana Mamo - Joanna Jaroszewicz - dziękuję, że już jako małą dziewczynkę zainspirowałaś mnie cheerleadingiem. Dzięki Tobie, jestem teraz gdzie jestem :*

   
 

Kissssssy,

M.J



(fot. Mateusz Kostrzewa / Legia.com)